Lemury, białe wilki i ... relacja niesponsorowana

Rozczarowanie czy zaskoczenie? Sam nie wiem, w jakie słowa ubrać moje osobiste wrażenia z odwiedzin najsłynniejszej zagrody dla lemurów w Polsce. Zanim ktokolwiek zarzuci mi, że chcę hejtować, to zapoznaj się do końca z moją subiektywną oceną tego miejsca. ZOO Łączna reklamuje samo siebie jako jedyne w Polsce miejsce, w którym można bezpośrednio spotkać się z uroczymi lemurami. Czy samo miejsce powstało dzięki jednej z bajkowych postaci, rozpoznawanej na całym świecie zarówno przez dzieci jak i dorosłych? Moim zdaniem, jak i zdaniem moich córek inspirację widać jak na dłoni. Całe ZOO sprawia wrażenie wielkiej improwizacji, w której nic nie zostało ukończone, ale działa. Taka wielka samoróbka wykonana przez znanego w pewnych kręgach Wiesława Paletę, w której albo się robi na odp…. źle albo w ogóle. Być może właśnie dlatego klimat tego miejsca jest zupełnie inny od tego, jaki mają zwiedzający te największe ogrody zoologiczne w Polsce i na Świecie.

Lemury, białe wilki i ... relacja niesponsorowana

Ogrody zoologiczne zazwyczaj zajmują ogromne powierzchnie. Celem tych największych jest pokazanie ludziom jak największej ilości zwierząt, ale przede wszystkim zapewnienie podopiecznym odpowiednich warunków. Te największe uczestniczą w międzynarodowych programach ochrony zagrożonych zwierząt i chcąc nie chcąc, muszą spełniać wymagania koordynatorów gatunków. Czy mniejsze ogrody, kameralne także są pod opieką koordynatorów, to tego nie wiem, ale warunki dla zwierząt wszędzie powinny być odpowiednie.

Trudno jest mi dzisiaj ocenić, jakie intencje mają właściciele, jaki mają cel i jaką wizję swojego ogrodu. Wspomniałem powyżej, że dużo zagród jest w trakcie budowy i efekt końcowy dopiero przed nami. W budowie na pewno jest większy wybieg dla tygrysa. Takie informacje widnieją na „tymczasowym wybiegu” Solaris. Niestety, nie raczyła ucieszyć odwiedzających swoją osobą. W budowie są także mniejsze zagrody i klatki, w których nie mam pojęcia jakie zwierzęta zamieszkają. 

 

 Spacerując pomiędzy zwierzętami, pokonujemy teren wielkości 12 hektarów. Mijamy zagrody zwierząt australijskich, afrykańskich i tych żyjących w Polsce. Mieliśmy okazję usłyszeć donośne narzekanie białych wilków. Niestety, w momencie podejścia do ich wybiegu wszystko ucichło, a same wilki prezentowały się dostojnie. W watasze doliczyliśmy się kilkudziesięciu osobników, w różnym wieku. Od seniorów, po najmłodsze Białe Kły. Tuż obok dostojna rodzina królewska polskiej puszczy: tata żubr, mama żubr i żubrzątko. Swój mały świat posiadają rysie i mniejsze polskie drapieżniki. 

Powoli będę zmierzał do głównego celu naszych odwiedzin: interakcji z egzotycznymi zwierzętami: najczęściej reklamowanej wszędzie, gdzie tylko możliwe, zagrody lemurów. To nie pierwszy raz, kiedy materiały reklamowe, relacje odwiedzających, instagramowe filtry, nie do końca obrazują stan faktyczny. Czy to znaczy, że nastąpiło rozczarowanie? Bardziej zaskoczenie. Lemury, głównie dzięki pewnemu samozwańczemu królowi, stały się jednym z ulubionych gatunków zwierząt, które zamieszkują w polskich ogrodach zoologicznych.

 
 

Widokówka z Zagrody u Lemurów Trzeba zacząć od tego, że zwiedzanie zagrody jest dodatkowo płatne. Wiem, że informacje o tym są zamieszczone na stronie, ale brakuje tej, która może okazać się kluczowa: za wejście do lemurów najlepiej zapłacić gotówką. Przemiły pan z obsługi poinformował, że posiada urządzenie do płatności kartą, ale ze względu na położenie ogrodu, nie zawsze ono działa tak, jak powinno. Warto dodać, że zwiedzając ogród często wpadaliśmy w sidła roamingu i zamiast polskiego operatora, nasze telefony przełączały się na Czechów. Kto wie, może jakieś solidne WiFi rozwiązałoby ten technologiczny problem?

Wreszcie wchodzimy. Obowiązkowe dezynfekowanie dłoni, dodatkowo zakup pojemnika ze smakołykami dla Juliana i „Świat Lemurów” otwiera przed nami swoje podwoje. Pal licho nazwy gatunków, jakie zamieszkują zagrodę. Część ze zwierząt jest izolowana od innych. Od pierwszych kroków, ciekawskie zwierzaki podchodzą bardzo blisko. Nie wszystkie ufają. Jedne trzeba zachęcić wykupionym pokarmem, a inne na bezczela wyrywają pojemniki. Jak to się dzieje, że lemury nie mając pazurów, ale bardzo delikatne „dłonie”, tak sprawnie przemieszczają się po drzewach? O to trzeba by zapytać Matkę Naturę. Muszę jednak przyznać, że właśnie delikatne palce zaskoczyły mnie najbardziej. Spędziliśmy pomiędzy tymi niewielkimi futrzakami dobre kilkadziesiąt minut.

 
 

Nie tylko z lemurami zapoznajemy się bez żadnych granic. Wiele gatunków ptaków, również mniejszych drapieżnych, jest na wyciągnięcie dłoni. I proponuję tego nie robić. Mimo wszystko. Może wyglądają na oswojone, ale gwarancji nie ma żadnych. Może sowy i puchacze ręki dorosłemu nie odgryzą, ale dziecięce ręce? Poharatać mogą bardzo solidnie i dorosłego i dziecko.

Zwiedzenie całego ogrodu, bez pośpiechu, zajęło nam około półtorej godziny. Nie korzystaliśmy z punktów gastronomicznych, nie mam więc pojęcia, czy jest dobrze, tanio i smacznie. Z życiowego doświadczenia wiem, że w takiej konfiguracji najczęściej korzysta się z trzech różnych lokali. Czas więc na moje subiektywne podsumowanie.

Nie dziwię się, że ZOO Łączna promuje przede wszystkim atrakcje związane z lemurami. Jest to najbardziej ekscytująca część odwiedzin. Wrażenie zrobiła wataha i rodzina żubrów. Lokalizacja wybiegu dla naszego pospolitego Rysia, także sprawa pozytywne wrażenie. I w tym momencie należy porozmawiać o tym, o czym dżentelmeni nie rozmawiają, o pieniądzach.

 

 

Bilety do ZOO sprzedawane są na dwa miejsca. Pierwszy raz płacimy za wejście na Ogród, a drugi raz, kiedy chcemy odwiedzić lemury. Dla naszej trójki koszt zwiedzania wyniósł 265 złotych. Do tego należy doliczyć po pięć złotych za pojemnik (mocne słowa) na poczęstunek dla Juliana i jego wesołej gromady. Kubeczek jest naprawdę niewielki, co przy ogólnych kosztach powinno zreflektować, moim zdaniem, właścicieli do powiększenia pojemności chociaż o 100%. Dodatkowo nie ma żadnej możliwości dokupienia dodatkowego kubeczka, bo jak nas poinformowała obsługa, może się to wiązać z obowiązkiem wykupienia biletu wstępu do zagrody ponownie. LOL. Tylko dzięki uprzejmości innej Pani sprzedano nam dwa dodatkowe kubeczki, które zakupiła i nam przyniosła. Tak jak zrozumiałem obsługę: opuszczenie Zagrody chociaż na sekundę, nie pozwala na powrót na wcześniej wykupiony bilet wstępu. Trzeba wykupić wstęp ponownie. I to zaczyna pozostawiać pewien niesmak.

Czy powrócimy w to miejsce? Przy całej mojej sympatii do Juliana i sympatii moich córek do tej postaci, niestety nie. Ogród sam w sobie jest położony w jednym z najpiękniejszych zakątków Polski. Jego dzisiejszy stan daleki jest nawet do przysłowiowego deweloperskiego. Tego niestety nikt nie chce pokazać, a to bardzo istotna informacja. Biorąc pod uwagę, że dla odwiedzających to miejsce, najważniejszym punktem jest „Świat Lemurów”, właściciele bądź właściciel, powinien wziąć pod uwagę koszty, jakie trzeba ponieść, aby zwiedzić ten niewielki ogród. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że moje zdanie nie zmieni cennika. A szkoda, bo mogłoby to przynieść i większy zysk i większą korzyść dla właściciela. Małą łyżką… W cenniku brakuje jednej ważnej pozycji, która jest obecna w każdym podobnym obiekcie: bilet rodzinny.

 
 

Zapomniałbym o możliwości zabrania psa na zwiedzanie Ogrodu. Czy na serio ZOO jest odpowiednim miejscem dla psa?

Całe miejsce oceniam na solidne trzy z plusem, a plus za to, że aby dojechać, mijamy piękne góry i oglądamy przepiękne krajobrazy.

Przemek Pol, Swoimi Słowami

Dziękuję Babci, za finansową pomoc w organizacji naszego wyjazdu.

Lubisz moją twórczość?
Podobają się tobie moje filmy?
Postaw mi kawę w serwisie Buy Coffe
Obojętnie jaką, to Ty zapraszasz!

 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

 

 SwoimiSłowamiAutor.png

 

 

 

w Rodzinnie
Utworzono: 21 Wrz R
Odsłon: 149

Dodaj komentarz

Wyślij

baner swoimislowami