W trakcie wywiadu, jakiego kilka tygodni temu udzielił dr. Emil Jędrzejewski w „Kanale Zero”, zszokowana Polska usłyszała o pacjentach Szpitala Południowego w Warszawie umierających w toaletach. Kolejny raz opinia publiczna, społeczeństwo, głośno wyraziło swoje oburzenie wobec zaniedbań polskich medyków. Oczywiście, puki co, są to zaniedbania teoretyczne. Doktor Sygnalista, okazał się człowiekiem nie mniej „brudnym”, ale to temat na zupełnie inny artykuł. Po raz kolejny rozpoczęło się polowanie na służbę zdrowia, a w przestrzeni medialnej, społecznej głównych, negatywnych bohaterów zaczęto nazywać „łowcami skór”. Starszym Polakom łowcy skór kojarzą się z zupełnie innym wydarzeniem, a dokładniej mówiąc, ze zbrodnią, w której ludzie umierali nie przez zaniedbania, ale celowe działania sanitariuszy i lekarzy. A wszystko działo się w Łodzi, co najmniej od końca lat osiemdziesiątych.
Łowcy Skór. Anatomia Zła.
23 stycznia 2002 troje dziennikarzy oskarżyło pracowników Łódzkiego Pogotowia wprost o mordowanie pacjentów i sprzedawanie informacji o ich zgonie firmom pogrzebowym. Na łamach Gazety Wyborczej wypowiedziało się troje dziennikarzy związanych z łódzkim środowiskiem ówczesnych mediów: Marcin Stelmasiak, pracujący dla łódzkiego oddziały Gazety Wyborczej; Przemysław Witkowski, reporter Radio Łódź i Tomasz Patora: również dziennikarz Gazety Wyborczej autor książki'Łowcy Skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu' Tomasz Patora, na której w głównej mierze się dzisiaj opieram.
Od maszyny do pisania do afery
Pisanie artykułu zaczęło się od kartki formatu A4 zapisanej bardzo gęsto czcionką maszyny do pisania. Anonim zawierał zwięzły opis korupcji trawiącej środowiska łódzkich zakładów pogrzebowych z wynajmowanymi za pieniądze prosektoriami i opłacanymi przez przedsiębiorców pracowników wielu szpitali. Wystarczy sobie uświadomić, że współpracownicy zakładów pogrzebowych mieli wynajęte prosektoria w dwunastu łódzkich szpitalach, a dyrektorzy placówek nie widzieli w tym nic zdrożnego. Dzisiaj wiele takich obiektów także prowadzą prywatni przedsiębiorcy, ale nie są oni agentami przedsiębiorców pogrzebowych, a dyrektorzy szpitali starają się pilnie przyglądać ich działaniom. Dla dyrektorów szpitali opisanych w reportażu przez Tomasza Patorę, liczyło się, aby firmy pogrzebowe zajmowały się zwłokami samodzielnie, bez kontroli, od zgonu aż po grób.[1]
Walka o śmierć, ale na życie
W Łodzi o pieniądze z nekrobiznesu walczyli najwięksi: Witold Skrzydlewski Włodzimierz Sumera, Tomasz Wójcik, Grażyny M i Andrzeja T. i Jacek Tomalski.[2] Łącznie było to kilkudziesięciu przedsiębiorców pogrzebowych. Tomasz Patora w książce „Łowcy Skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu” wspomina, że o podobnych nieetycznych działaniach właścicieli domów pogrzebowych informowali dziennikarze z Gdańska, Poznania, Krakowa, Warszawy i Łodzi.[3] „Wyścig karawanów -pisał Tomasz Patora- za informację o zgonie płacą 1200 zł” – donosiły. „Wiadomości Dnia” o sytuacji w Gdańsku. „Nekrobiznes – rodziny zmarłych zmuszane są w szpitalach do płacenia za wydanie zwłok” – informował poznański korespondent „Gazety Wyborczej”. Zew zwłok i Wyścig po zwłoki – to już łódzkie media, odpowiednio „Dziennik Łódzki” i „Express Ilustrowany”.[4]
"Skóra" musi kosztować
|
" Wyścig karawanów, za informację o zgonie płacą 1200 zł” – donosiły. „Wiadomości Dnia” o sytuacji w Gdańsku. „Nekrobiznes – rodziny zmarłych zmuszane są w szpitalach do płacenia za wydanie zwłok” – informował poznański korespondent „Gazety Wyborczej”. Zew zwłok i Wyścig po zwłoki – to już łódzkie media, odpowiednio „Dziennik Łódzki” i „Express Ilustrowany" – "Łowcy Skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu" Tomasz Patora |
Łódzkie stawki wynosiły od 1200 do 1800 złotych za zgłoszenie zgonu. „Licytacja stawek -wspomina doktor Paweł Wasilewski- za skórę trwała w najlepsze od początku lat dziewięćdziesiątych. Jej dynamika jednak rosła proporcjonalnie do wzrostu konkurencji na rynku usług pogrzebowych i chciwości sprzedawców. W 1995 roku skóra kosztowała 500 złotych, ale w 1997 już 800 złotych, a rok później – 1000 złotych. Kiedy zaczęliśmy przyglądać się pogotowiu (maj 2001), większość zakładów płaciła za informację 1300–1500 złotych.”[5] Praktyki wśród przedsiębiorców również przyprawiają o mdłości. Włodzimierz Sumera wspomina, że nie płacił od każdego pojedynczego zgonu. Wygodniej było zapłacić ryczałtem, kupował „skóry” w pakiecie: od razu za dziesięć, dwadzieścia przypadków.
Doktor Paweł Wasilewski wśród kolegów miał pseudonim „Don Wasyl”. Zanim stał się sławnym z powodu afery łowców skór, wygrał sto dwadzieścia pięć tysięcy złotych w popularnym teleturnieju „Milionerzy”[6]
Poszukiwanie sprawiedliwych
Prokuratura, policjanci, dziennikarze odbierali wiele sygnałów o możliwości popełnienia wielu zabójstw przez załogi karetek. To dzięki anastezjologowi Januszowi Morawskiemu, pani doktor Renacie Warężak-Kuciel i wielu anonimowych dla prasy, ale nie dla prokuratorów, pracowników służby zdrowia, dowiadujemy się dużo więcej. Wśród tych, którzy pomogli odkryć, jak działa świat handlu zwłokami byli: były kierowca karetki, sanitariusze, pielęgniarze a nawet jeden z przedsiębiorców. Nie wszyscy byli uczciwi od samego początku. Przedsiębiorca pogrzebowy skruszał dopiero, kiedy w wyniku wspólnych działań z załogą karetki, zmarło jedno z dzieci.[7] Pomimo tych sygnałów, sprawa nie mogła się posunąć do przodu, a dziennikarze zaczęli obawiać się, że sprawa zostanie umorzona, a oni staną przed wymiarem sprawiedliwości, jako osoby pomawiające o poważne przestępstwo. W obronie sanitariuszy, lekarzy stanęły związki zawodowe. W popularnym programie wyprodukowanym dla telewizji TVN „Pod napięciem” szef związków zawodowych oskarżył media o nagonkę i propagowanie nieprawdziwych informacji.
Prokuratura szuka
|
" To dzięki anastezjologowi Januszowi Morawskiemu, pani doktor Renacie Warężak-Kuciel i wielu anonimowych dla prasy, ale nie dla prokuratorów, pracowników służby zdrowia, dowiadujemy się dużo więcej. Wśród tych, którzy pomogli odkryć, jak działa świat handlu zwłokami byli: były kierowca karetki, sanitariusze, pielęgniarze a nawet jeden z przedsiębiorców" – "Łowcy Skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu" Tomasz Patora |
Prokuratura wtedy podejrzewała i do dzisiaj jest zdania, że w wyniku procederu handlu zgonami, życie mogło stracić nawet dwa tysiące pacjentów. Prokuratura umorzyła ponad tysiąc pięćset postępowań z powodu niemożności ustalenia sprawcy i braku możliwości stwierdzenia winy. Wiele ciał było skremowanych, pochowanych bez przeprowadzenia badania toksykologicznego i takie postępowania musiały zostać umorzone. W przypadku kolejnych pięciuset prokuratura stwierdziła zaniedbania, ale nie potrafiła w znaczącym stopniu uprawdopodobnić jakiegokolwiek przestępstwa. Kolejne przesłuchania, kolejne postępowania były umarzane, a wielu podejrzewanych o popełnienie zbrodni, zaczęli wychodzić z aresztów. Śledczy nie potrafili udowodnić, że załogi karetek podawali lek pod nazwą Pavulon, zwiotczający mięśnie, doprowadzający do powolnej śmierci. Wg relacji jednego ze świadków, który w miniserialu „Łowcy Skór"[8] z 2024 wyłania się okrutna prawda. Lek uśmiercał pacjenta bardzo powoli i przy pełnej świadomości pacjenta. Ostatnim co tracił pacjent, był słuch. Każdy umierający słyszał, jak lekarz podaje przyczynę zgonu i słyszał treść rozmowy lekarza z przedsiębiorcą pogrzebowym.
Badania i wnioski
Zaangażowano grafologów, Instytut Ekspertyz Sądowych i zaawansowane instytuty badające toksyny. Na pewnym etapie rozważano wysłanie próbek do
Stanów Zjednoczonych, bo padła plotka, że amerykańscy naukowcy znaleźli sposób na wykrycie środka, którym zabijano. Jednym z poważnych tropów było pobieranie przez karetki pogotowia pavulonu i podobnych środków, których w ogóle nie powinno być w zestawie. Apteki szpitalne wydawały lek na podstawie, jak się okazało w toku śledztwa, sfałszowanych recept. Biegli sądowi zdobyli bardzo ważny dowód. Recepty posiadały dopiski, które nie były napisane ręką lekarza szpitalnego, a jak wykazały szczegółowe badania, dopiski wykonano innym długopisem. Niespodziewanie z pomocą przyszedł tajemniczy zgon pewnej pani w Polsce. Została znaleziona ze strzykawką zawierającą resztki pavulonu, prawie pustą ampułką. Szybkie badania toksykologiczne nie wykazały obecności tego środka w jej organizmie.
Karetki (nie)dojeżdżają
Schemat działania zespołów karetek zaangażowanych w handel zwłokami był zawsze podobny. Zespół otrzymywał zgłoszenie od dyspozytora i miał jechać pod adres, gdzie czekał pacjent. Zaangażowany w proceder dyspozytor wybierał zespół medyczny, karetkę, która miała wykonać zlecenie. Częstą praktyką było wybieranie karetki oddalonej o kilkanaście kilometrów. W zeznaniach tych świadków nie zaangażowanych w handel zwłokami, pojawiają się informacje, że zespół jadący na „bombach” mijał stojące inne karetki o wiele bliżej, które zgodnie z logiką, powinny być skierowane jako pierwsze do pacjenta. Dyspozytor zadawał bardzo dużo pytań, opóźniając wyjazd zespołu na ile to było możliwe. Dyspozytor wypytywał o dane pacjenta, które nie były potrzebne na tym etapie niesienia pomocy. Doktor Paweł Wasilewski znany był z tego, że do pacjenta wchodził z wypisaną kartą zgonu włącznie ze wstawioną godziną. Brakowało tylko imię, nazwisko i PESEL.
Don Wasyl
|
" W październiku 2001 roku lekarka pogotowia wezwana do stwierdzenia zgonu mieszkańca Widzewa zaproponowała zięciowi zmarłego wezwanie firmy A. Miała pecha – zięć okazał się lekarzem i doskonale znał proceder. Zaprotestował, a zirytowana lekarka na jego oczach podarła kartę zgonu z adnotacją „wykluczam udział osób trzecich” i błyskawicznie wypisała drugą: „nie wykluczam " – "Łowcy Skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu" Tomasz Patora |
„Wraz ze wzrostem stawki -wspomina Wasilewski- nasilała się konkurencja wśród lekarzy. Niektórzy – jeśli rodzina nie chciała się zgodzić na proponowaną firmę – szantażowali ją. Rodzina miała niewielkie szanse w tym starciu, bo lekarz miał kartę przetargową w postaci karty zgonu. Stwierdzał w niej przyczynę śmierci i mógł wykluczyć udział osób trzecich (stwierdzić zgon naturalny) lub nie wykluczał udziału osób trzecich, czyli podejrzewać zabójstwo. W tym przypadku procedura się komplikowała, rodzina nie dostawała ciała, które trafiało na sekcję zwłok. A pogrzeb mógł opóźnić się nawet o kilka tygodni” – pisaliśmy. Jeden z sanitariuszy opisał inną scenę, która miała miejsce w jednym z domów, gdzie doszło do zaskakującej sytuacji. „W październiku 2001 roku lekarka pogotowia wezwana do stwierdzenia zgonu mieszkańca Widzewa zaproponowała zięciowi zmarłego wezwanie firmy A. Miała pecha – zięć okazał się lekarzem i doskonale znał proceder. Zaprotestował, a zirytowana lekarka na jego oczach podarła kartę zgonu z adnotacją „wykluczam udział osób trzecich” i błyskawicznie wypisała drugą: „nie wykluczam”. Na początku stycznia 2002 na Górnej lekarz zrobił to samo, gdy kobieta nie zgodziła się na wezwanie do zmarłej siostry firmy Czarna Róża”.[9]
Łódzki anioł śmierci
Kierowca karetki, który brał udział w pobieraniu pieniędzy za „skóry” wyjaśnia, jak bardzo często karty zgonu były wypisywane już w drodze do pacjenta: „Był 1993, może 1994 rok, pamiętam, że prowadziłem jeszcze starą nysę. Zgon tuż przy stacji pogotowia na osiedlu nazywanym łódzkim Manhattanem, zwłoki kobiety, wisiała w drzwiach wejściowych do kuchni. W mieszkaniu był jej syn, odkrył ciało, a teraz dał lekarzowi napisany przez mamę list pożegnalny. Zwróciłem uwagę, że lekarz H. o pseudonimie „Skórołap” nawet nie oglądał zwłok, wypisał kartę informacyjną, w której wykluczył udział osób trzecich, i od razu zapytał, czy w domu jest telefon, żeby zadzwonić do firmy przewozowej. A tu nagle do mieszkania wchodzi policja! Na to doktor z pretensjami do tego syna: Co pan, kurwa, policję wezwałeś? Teraz trzeba wszystko zmienić. Na moich oczach podarł kartę i wypisał nową, w której nie wykluczył zabójstwa i stwierdził krwawienia z narządów rodnych. Wszystko na złość, bo już nie mógł sprzedać skóry”. Tym lekarzem był Roman Kordek . Sprawiedliwość nie zdążyła go osądzić, zmarł przed rozpoczęciem procesu. Wcześniej został zwolniony z pogotowia ze względu na poważne problemy z choroba alkoholową. Śledztwo mogło ruszyć z miejsca głównie dzięki zeznaniom członków jego zespołu. „Anioł Śmierci” jak nazywano tego kierownika karetki, zmarł w 2001, na rok przed opublikowaniem pierwszego reportażu.
Andrzej N.
Głównym oskarżonym, dzięki któremu w ogóle doszło do procesu, byłAndrzej Nowocień . Z początkowej liczby około siedemdziesięciu zatrzymanych, prokuratura wypuściła prawie wszystkich. Pomimo złożenia obszernych wyjaśnień w prokuraturze, przed sądem odwołał swoje zeznania sugerując, że on sam nie miał pojęcia jak działał pavulon, a to co powiedział wcześniej, zostało mu wcześniej przeczytane przez śledczego. Sąd nie dał wiary Nowocieniowi gdyż jego zeznania zawierały o wiele więcej szczegółów, o których mógł wiedzieć tylko on. Dodatkowo obciążały go zeznania kolegów z pracy oraz kolegów z pod celi. Kiedy prokuratura nie potrafiła sobie poradzić ze zgromadzeniem materiału dowodowego, Nowocień coraz częściej opowiadał kolegom pod celą, w jaki sposób pozbawiali życia pacjentów. Coraz częściej wspominał, że nie ma na niego dowodów a on niedługo wyjdzie na wolność.
Ślepa sprawiedliwość
|
" Sąd Apelacyjny skazał sanitariuszy: Andrzeja Nowocienia na dożywotnie więzienie za czterokrotne zabójstwo i usiłowanie piątego; Karola Banasia na dwadzieścia pięć lat więzienia za zabójstwo jednej pacjentki i pomocnictwo w zabójstwach Nowocienia. Lekarze: Janusz Kuliński i Paweł Wasilewski vel Don Wasyl zostali skazani kolejno na sześć i pięć lat pozbawienia wolności i obaj otrzymali dziesięcioletni zakaz wykonywania zawodu lekarza za narażenie życia pacjentów – Swoimi Słowami |
Prawomocne wyroki w sprawie „Łowców Skór” zapadły dopiero w 2008 roku. 9 czerwca Sąd Apelacyjny skazał sanitariuszy: Andrzeja Nowocienia na dożywotnie więzienie za czterokrotne zabójstwo i usiłowanie piątego; Karola Banasia na dwadzieścia pięć lat więzienia za zabójstwo jednej pacjentki i pomocnictwo w zabójstwach Nowocienia. Lekarze: Janusz Kuliński i Paweł Wasilewski vel Don Wasyl zostali skazani kolejno na sześć i pięć lat pozbawienia wolności i obaj otrzymali dziesięcioletni zakaz wykonywania zawodu lekarza za narażenie życia pacjentów. Do dzisiaj niskie wyroki lekarzy wzbudzają oburzenie i wielkie kontrowersje. Wyroki korupcyjne nie były wyższe niż dwa lata pozbawienia wolności i nie wszyscy przedsiębiorcy je usłyszeli. Zdecydowana większość wyroków została warunkowo zawieszona, a grzywny nie przekraczały kilku tysięcy złotych. W maju 2013 roku prokuratura umorzyła ostatni wątek korupcyjny w tej sprawie, w którym zarzuty wstępnie stawiano trzydziestu siedmiu osobom i podmiotom. Wszyscy świadkowie, lekarze, sanitariusze, przedsiębiorcy zeznający w sprawie, wymieniają nazwisko jednego z dyspozytorów: Tomasza Szredera. Często był nazywany mózgiem całej afery. Prokuratura nie potrafiła udowodnić winy byłemu już dzisiaj pracownikowi łódzkiego pogotowia ratunkowego i sprawa przeciw niemu została umorzona. W 2015 roku otrzymał odszkodowanie od państwa w kwocie dwudziestu jeden tysięcy złotych, za niesłuszne zatrzymanie.
Ile było ofiar?
Autorzy filmu „Necrobusiness” z 2008[10] roku na podstawie przeprowadzonych rozmów z setkami świadków, poszkodowanych, biorących udział w procederze szacują, że liczba ofiar łódzkiego pogotowia może sięgnąć dwudziestu tysięcy osób.
Doktor Morawski usiłował podliczyć, jak wiele mogło być ofiar morderców z karetek pogotowia. Ogólnie mowa była o „ośmiuset ampułkach pavulonu, kilkuset chlorku potasu i około dwustu skoliny,”. Czy to oznacza, że nie wiemy nic o losie ponad tysiąca pacjentów, którzy wezwali karetkę w nadziei, że przyniesie ratunek, a przywiozła śmierć, a wraz za nią, przyjechali cyniczni przedsiębiorcy pogrzebowi. „Lista skazanych jest żenująco niska i kompletnie przypadkowa” cytuje doktora Morawskiego Tomasz Patora.
Tekst powstał na podstawie ksiązki - reportażu Tomasza Patory "Łowcy Skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu"
[[1] „Łowcy Skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu” Tomasz Patora; Wydawnictwo Otwarte; Kraków 2023; str. 11;
[2] „Necrobusiness" Fredrik von Krusenstjerna; Film wyprodukowany w kooperacji z TVP; 2008 rok;
[3] „Kto pierwszy?" Reportaż Dariusza Matuszaka i Waldemara Wiśniewskiego z 1993 roku, który jako pierwszy materiał telewizyjny poruszał sprawę nekrobiznesu w Polsce;
[4] „Łowcy Skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu” Tomasz Patora; Wydawnictwo Otwarte; Kraków 2023; str. 15;
[5] „Łowcy Skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu” Tomasz Patora; Wydawnictwo Otwarte; Kraków 2023; str. 24;
[6] Odcinek 117/8; Pierwszy Sezon Teleturnieju Milionerzy; TVN; Agencja Endemol;
[7] "Łowcy Skór" Aleksandra Potoczek, Rafał Skalski ; Miniserial TVN Warner Bros Discovery; 2024 rok;
[8] "Łowcy Skór" Aleksandra Potoczek, Rafał Skalski ; Miniserial TVN Warner Bros Discovery; 2024 rok;
[9] „Łowcy Skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu” Tomasz Patora; Wydawnictwo Otwarte; Kraków 2023;
[10] „Necrobusiness" Fredrik von Krusenstjerna; Film wyprodukowany w kooperacji z TVP; 2008 rok;
Lubisz moją twórczość?
Podobają się tobie moje filmy?
Postaw mi kawę w serwisie Buy Coffe
Obojętnie jaką, to Ty zapraszasz!










Dodaj komentarz