Ulmowie, tragedia polskiej rodziny.

Autor: Swoimi Słowami

Wieś Markowa przed drugą wojną światową, niczym nie odróżniała się od tysięcy wsi rozrzuconych w II Rzeczpospolitej. Podkarpacka wieś stanowiła typową mieszankę ludności polskiej, ukraińskiej, białoruskiej, rosyjskiej i żydowskiej. Wszystkie społeczności mieszkały obok siebie, a sytuacje konfliktowe występowały bardzo rzadko. Markowscy Żydzi zajmowali się głównie handlem i uprawą ziemi. Dzieci zazwyczaj uczyły się w jednej szkole publicznej, ale trzymały się swoich rodaków. Miejscowa diaspora gromadziła się na uroczystości religijne w Łańcucie. Do Łańcuta jeździła także rodzina Goldmanów. Zanim upadła II Rzeczpospolita, wszyscy mieszkańcy żyli bezpiecznie.

Polska upada

Wraz z upadkiem II Rzeczpospolitej, wszyscy mieszkający w jej granicach Polacy, Żydzi Polscy, zaczęli podlegać pod prawodawstwo niemieckie, pod haniebne ustawy norymberskie. W Markowej nastąpiły poważne zmiany. Żydzi zostali zobowiązani do pozbywania się swojego majątku, ograniczenie swobody w przemieszczaniu się, czasowym lub trwałym ograniczeniu wolności, trafiali do obozów koncentracyjnych, aby ostatecznie zakończyć swoje życie w jednym z obozów zagłady.

Okupacja

Zarządzenia zmieniające statut społeczny i obywatelskich Żydów Polskich weszło w życie 23 września 1939 roku. 15 października 1941 r. Hans Frank wydał „Trzecie rozporządzenie o ograniczeniu pobytu w Generalnym Gubernatorstwie”, wprowadzające karę śmierci dla Żydów opuszczających getta bez zezwolenia oraz dla Polaków udzielających im pomocy. Zarządzenia wywołały opór wśród Polaków zaangażowanych w działalność konspiracyjną. W lutym 1942 roku, w Związku Walki Zbrojnej, późniejszej Armii Krajowej, powołano referat żydowski. Rozwój referatu żydowskiego był tak duży, aż rząd na uchodźstwie 4 grudnia 1942 roku powołał Radę Pomocy Żydom „Żegotę”.

Żegota

„Żegota” stała się największą podziemną organizacją skupiającą w swoich szeregach syjonistów, ludowców, bundowców, katolików, polskich socjalistów, a nawet nacjonalistów. Do „Żegoty” należeli odważni, wybitni ludzie, świadomi niebezpieczeństwa, jakie im towarzyszyło wynikające z działalności wymierzonych w Niemców przez całą okupację. Wielu z nich doczekało się tytułu „Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”, nadawanego przez Instytut Yad Vashem.

Irena Sendlerowa „Jolanta”, to najbardziej znana postać z „Żegoty”, która wraz ze swoimi współpracownicami wyprowadziła z getta w Warszawie kilkuset najmłodszych jego mieszkańców. Julian Grobelny „Trojan”, Roman Jabłonowski „Gruszecki”, „Leon Feiner „Mikołaj”, Władysław Bartoszewski „Teofil”, to kolejne osoby najbardziej znane z konspiracyjnej pracy w „Żegocie”. Do głównych zadań konspiratorów należało wyrabianie dokumentów, szukali bezpiecznych kryjówek po stronie aryjskiej dzieciom i dorosłym, bogatszym pomagali w emigracji.

Nie tylko „Żegota”

Stłamszonych żydów w gettach ratowali nie tylko członkowie „Żegoty”. Nie można zapomnieć o Tadeuszu Pankiewiczu, aptekarzu z Krakowa, jedynemu Polakowi, któremu władze niemieckie pozwoliły na prowadzenie apteki w krakowskim getcie. O swoich pracowników zabiegał Oscar Schindler. W swoim mieszkaniach żydów ukrywali Mieczysław Fogg, Anna Borkowska, Czesław Młosz, Helena Zelwerowicz. W swoim domu we wsi Marki, rodzinę Goldmanów ukrywała polska rodzina Ulmów. 

Król

II Rzeczpospolita była bardzo zróżnicowana. Opisane przeze mnie powyżej relacje pomiędzy Polakami a mniejszościami narodowymi i religijnymi, które Wersal,
wojna na wschodzie o ustanowienie granic z Sowietami i Ukraińcami, rzuconymi przez los w Polsce. W zależności od regionu, zaludnienia, a nawet wykształcenia, w jednych miejscach ludzie mieszkali obok siebie w spokoju, a w innych, dochodziło do regularnych potyczek pomiędzy Polakami a innymi mniejszościami. Na uczelniach, w szkołach publicznych, Polacy i Żydzi zasiadali osobno. Obraz międzywojennej Polski przedstawił Szczepan Twardoch, w prozie pt „Król”, przeniesionej później w serialu pod tym samym tytułem. 

Polska Podziemna

Porażka militarna we wrześniu 1939 roku, był zbiorową tragedią obu narodów. Zmuszeni do poddania się Polacy, nie zamierzali składać broni i już 27 września 1939 powołali do życia pierwszą organizację podziemną „Służbę Zwycięstwu Polski”, przemianowanej w listopadzie w Związek Walki Zbrojnej, aby ostatecznie 14 lutego 1942 stać się „Armią Krajową”. W gettach powstawały podziemne organizacje żydowskie: Oneg Szabat, Żydowski Związek Wojskowy. 28 lipca 1942 roku zawiązała się Żydowska Organizacja Bojowa.

Nie ma Polski, ale Narody pozostały

Upadło polskie państwo. Porażka wojska, brak administracji rozbudziły porozumienia na tle narodowościowym. We wschodniej Polsce do głosu dochodzili skrajni, ukraińscy nacjonaliści, którzy już w 1939 roku dopuszczali się pojedynczych zbrodni. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów oraz siepacze z Ukraińskiej Powstańczej Armii, szczegółowo zaplanowali i przeprowadzili ludobójstwo na Wołyniu, mordując dziesiątki tysięcy Polaków, tysiące Żydów i tysiące Rosjan. Do realizacji swojej zbrodni wykorzystali ludność, która nie potrafiła ani pisać, ani czytać, posuwając się do zatrzymywania członków rodzin w charakterze zakładników.

Sprawiedliwość na czas okupacji

W okupowanej Polsce organizujące się polskie podziemie, pozostało wierne zasadom, jakie funkcjonowały w polskim wojsku przed wojną. Najważniejszym celem było wyzwolenie Ojczyzny i zapewnienie bezpieczeństwo polskim obywatelom. Polska Podziemna zadbała o zachowaniu ciągłości władzy rządu na uchodźstwie oraz na ciągłości władzy sądowniczej. Ostania z wymienionych przeprowadzała tajne procesy i wydawała wyroki na Polaków, folksdojczów, niemieckich agentów gestapowców, granatowych policjantów, którzy wykorzystując okupację, dopuszczali się najgorszych zbrodni. Do tych najcięższych przestępstw należało „szmalcownictwo”.

Ryzyko pomocy

Trudno dzisiaj oszacować ilu Polaków, folksdojczów, tajnych agentów, granatowych policjantów zajmowało się wyszukiwaniem ukrywających się Żydów po stronie aryjskiej. W samej Warszawie oblicza się, że wszystkich Żydów ocalałych z holocaustu było od kilku, do kilkunastu tysięcy. Trudno dokładnie dzisiaj podać dane, których uratowali członkowie „Żegoty”, ilu uratowali członkowie polskiego podziemia, a ilu swoje życie zawdzięcza takim osobom jak Tadeusz Pankiewicz. Osoba wyprowadzona z getta była zdana na łaskę ludzi, którzy podejmowali się tego trudnego zadania. Wyprowadzenie z getta, to był dopiero początek. W większości zwożeni do getta Żydzi nie znali języka polskiego, a jeżeli zdarzało się, że ktoś z nich potrafił mówić po polsku, to zdradzał ich akcent. Maskowano wygląd, ubiór, sposób chodzenia. Każda najdrobniejsza różnica pomiędzy uratowanym, a Polakiem na ulicy, mogła doprowadzić do wydania go w ręce niemieckich okupantów. Pojedyncza osoba, całe rodziny, które podejmowały się ukrywania Żydów musiały się liczyć z tym, że ich podopieczni nie będą mieli możliwości wyjścia na świeże powietrze, nie będą mogli pracować zarobkowo, bo to zwiększało ryzyko potencjalnej wpadki.  

Szmalcownik, kto to?

Szmalcownikami nie byli tylko folksdojcze. Pomimo dostępu do wielu źródeł, istnieją dzisiaj takie poglądy, że Polacy brzydzili się sprzedawaniem ludzkiego życia. W tym procederze brali udział Polacy, folksdojcze i granatowi policjanci. Udział granatowej formacji policyjnej, także wielokrotnie był poddawany studiom. Obraz, jaki się wyłania nie jest białoczarny. Gunnar Paulsson autor książki „Utajone miasto. Żydzi po aryjskiej stronie Warszawy 1940–1945”, wydanej w 2008 roku w Krakowie przedstawia świat szmalcowników jako bardzo mocno skomplikowany. [1]

Gunnar Paulsson


 Lektura tej książki może wywołać pewne zdumienie. „Szmalcownictwo” było objęte karami w niemieckim kodeksie karnym. Nie wszyscy „sprzedający” otrzymywali wynagrodzenie finansowe, za przekazanie informacji o ukrywających się Żydach. Wydający Żydów w ręce Gestapo szmalcownik mógł być zatrzymany, pobity a nawet wywieziony do obozu koncentracyjnego. Decyzje, jak zostanie potraktowana osoba wydająca ukrywających się, pozostały w gestii niemieckiego żandarma. Jeżeli miał szczęście otrzymywał pieniądze i był puszczony wolno. Prawodawstwo Generalnego Gubernatorstwa wymagało od okupowanych Polaków bezwzględnego posłuszeństwa, a wydawanie ukrywających się Żydów, było obowiązkiem każdego.

Dr. Maciej Korkuć

Dr. Maciej Korkuć, wykładowca Uniwersytetu Ignatianum w Krakowie, w rozmowie ze Stanisławem Płużyńskim, opublikowanym w tygodniku „W sieci”, bardzo szeroko omówił udział polskiej granatowej policji w procederze handlowania ludzkim życiem.[2] W ogólnej liczbie wszystkich funkcjonariuszy, trudno szukać w ich służbie bohaterów. Granatowa policja została utworzona jako najniższe ogniwo w strukturze niemieckiej Ordnungspolizei, Policji Porządkowej w GG. Jako najniższa formacja wchodziła w skład wszystkich sił policyjnych w okupowanej Polsce. Do granatowej policji rekrutowano Polaków i w mniejszej grupie wstępowali do niej Ukraińcy. Było to najniższe narzędzie do wykorzystania przez wyższe „rasowo” niemieckie formacje żandarmerii i jej odpowiedników w kilku największych miastach Schutzpolizei, czyli Schupo.

Odpowiedzialność granatowych policjantów

Polskie Państwo Podziemne, jej militarne ramię, Armia Krajowa, z rezerwą, ale ze zrozumieniem podchodziła do funkcjonariuszy. Armia Krajowa ze zrozumieniem podchodziła do sytuacji, w której znaleźli się poszczególni obywatele – policjanci przymusem wcieleni w szeregi niemieckiej polnische Polizei. Oczekiwano od nich godnej postawy, zachowania się w zgodzie z polskim prawem, a nie siłą zaprowadzonym niemieckim kodeksom. Tym, którzy wykazywali się gorliwością w realizowaniu poleceń niemieckich zwierzchników, którzy popełniali przestępstwa, w świetle polskiego kodeksu karnego, którzy, korzystając z niemieckiej ochrony nadużywali władzy, wykazywali się brutalnością lub uczestniczyli w niemieckich zbrodniach, zapowiadano indywidualną odpowiedzialność karną za popełniane czyny po wojnie. Dotyczyło to także Żydów, obywateli RP, którzy zaangażowali się w stworzoną przez Niemców w gettach Żydowską Służbę Porządkową (Jüdischer Ordnungsdienst).

Granatowa Policja a Armia Krajowa

Stanowisko Rzeczpospolitej, przedstawicieli rządu z Londynu, było jasne dla wszystkich. Armia Krajowa podejmowała się współpracy w granatowymi policjantami w określonych sytuacjach. Współpraca pomiędzy Podziemiem a granatowymi, jeżeli miała miejsce, nie opierała się o pełne zaufanie, ale o obopólne interesy. 

Granatowi Policjanci informowali AK-owców o akcjach niemieckich, zdobywali broń, szpiegowali na rzecz polskiego podziemia, głównie kasując za to pieniądze. Kiedy kończył się handel z Polakami, granatowi policjanci sprzedawali informacje o działaniach AK swoim niemieckim zwierzchnikom. Swoimi Słowami

Profesor Jan Grabowski

Profesor Jan Grabowski, w swojej książce „Na posterunku. Udział polskiej policji granatowej i kryminalnej w Zagładzie Żydów”[3] poświęconej temu zagadnieniu, wskazuje na osiemdziesięcioprocentowy udział, tej formacji, nie zawsze bezpośredni, w mordach ludności żydowskiej, w zależności od regionu okupowanego kraju.

Pieniądze

Nagminnym zjawiskiem w okupowanej Polsce, było pobieranie pieniędzy, przejmowania ich dóbr od ukrywanych Żydów. Niewielu ukrywanych mogło sobie02023 0942 Tomb of Józef and Wiltoria Ulma family in Markowa
pozwolić, na opłacanie swoich opiekunów przez całą okupację. Jeżeli mieli szczęście, trafili na uczciwych Polaków i pomimo braku pieniędzy, nie groziło im wydanie Niemcom. Tym, którzy tego szczęścia nie mieli, wyczerpanie się możliwości opłaty, najczęściej oznaczało śmierć. Nie zawsze w obozie. Prawodawstwo niemieckie wydawało wyroki śmierci na ukrywanych Żydów i na tych, którzy udzielali schronienia. Ukrywani nie mogli zapewnić sobie dochodu, a posiadane dobra kurczyły się bardzo szybko. Wzrastała liczba anonimowych donosów. Z wielu kryjówek Gestapo wyprowadzało kolejne rodziny i wywoziło ich do obozów. Wraz z Żydami wywożono również wielu Polaków. Narastająca presja, obawy, brak pieniędzy na utrzymanie, doprowadzały do wielu tragicznych końców. Wierzący w ocalenie byli zabijani z rąk tych, którym swoje życie powierzyli.

Współpraca pomiędzy podziałami

Rodziły się przedziwne układy. Niemcy, Polacy i Żydzi zawiązywali „spółki”. Większość łapowników przed wojną nie była kryminalistami. Według jednej z list przygotowanych do powojennego procesu, który miał zbadać działalność szmalcowników w latach 1940-43 roku, z dwustu osób 148 było Polakami, 31 było Niemców, a resztę stanowili Żydzi. Polacy znali bardzo dobrze rozkład miasta, Niemcy gwarantowali bezpieczeństwo przed gestapo, a Żydzi wskazywali bogatych rodaków ukrywających się poza gettem.

Kohn i inni

Do najsłynniejszych i najbogatszych Szmalcowników należał tajemniczy osobnik o pseudonimie „Kohn”, syn jednego z najlepszych adwokatów, wydający Gestapo bogatych Żydów, podając dane personalne, wpisane do podrobionych aryjskich dokumentów. Józef Bąba Bąbiński okradał podejrzewanych o pochodzenie żydowskie, podając się za agenta gestapo. Współpracował z dwoma kobietami sprzedające zagrabione mienie przez Bąbińskiego towary. Wartość zrabowanych przedmiotów, była tak wysoka, że przyciągnęła uwagę prawdziwych służb niemieckich i Józef Bąba Bąbiński za swoje czyny otrzymał wyrok dwóch lat ciężkiego więzienia, z którego udało mu się uciec.

Niemcy nie lubią szantażystów

Szmalcownicy, szantażyści, agenci musieli być całkowicie pewni, że osoby przez nich wydane, muszą być Żydami. Pomyłki kosztowały bardzo drogo. Za fałszywe oskarżenie i zadenuncjowanie osoby, która nie była z pochodzenia Żydem, można było trafić do obozu koncentracyjnego. Za szczęśliwca mógł się uważać ten, który zamiast do Auschwitz, trafił na kilka tygodni lub miesięcy do więzienia. Fałszywe oskarżenie kończyło się konfiskatą posiadanych pieniędzy, cennych przedmiotów i utratą zaufania ze strony Niemców, co uniemożliwiało dalszego uprawiania procederu. 

Polskie Państwo Podziemne, w Biuletynie Informacyjnym, 18 marca 1943 roku poinformowało wszem i wobec, że szmalcownictwo, szantaże i handel ukrywającymi się Żydami, wydawanie Polaków ukrywających Żydów, będzie karane śmiercią. Podziemna machina sprawiedliwości działała wyjątkowo skutecznie: kiedy znani szantażyści, warszawska tancerka Franciszka Mann i agent gestapo Lolek Skosowski, pomogli Niemcom w aresztowaniu łącznika AK, „Hipolita”, zginęli 2 dni później z rąk likwidatorów, po wydaniu na nich wyroku w Podziemiu. Każdy wyrok był podawany do publicznej wiadomości, co wywoływało strach wśród tych, którzy pragnęli zarabiać na ludzkiej tragedii. Na przełomie maja i czerwca 1943 w Warszawie Armia Krajowa przeprowadziła Akcję „Czyszczenie”. W zorganizowanej operacji zostało zlikwidowanych kilkunastu agentów, szantażystów, a nawet gestapowców. Polskie Podziemie łącznie wykonało około trzech tysięcy wyroków na osoby podejrzewane o ten haniebny proceder.

Markowa

Odpowiedzialnym za wykonanie niemieckiego ustawodawstwa w Markowej był między innymi komendant miejscowej komendy granatowej policji, Konstanty Kindler, brutalny folksdojcz z Wielkopolski. Miejscowi o Kindlerze mówili, że jak przed śniadaniem kogoś nie zastrzeli, to mu śniadanie nie smakuje. Prześladowanie nie obejmowało tylko i wyłącznie ludności żydowskiej. Młodzi Polacy byli zsyłani na roboty przymusowe czy podlegali pod przymusowy pobór do Wermachtu.

Polacy muszą donosić


Józef Ulma Okupanci niemieccy wymagali od Polaków bezwzględnego posłuszeństwa. Prawodawstwo Generalnej Guberni nakładało obowiązek  do wydawania wszystkich Żydów. Większość Żydów z Markowej zostali wywiezieni do obozów, tylko nieliczni znaleźli schronienie u świadomych ryzyka, polskich sąsiadów. Ulmowie nie należeli do najbogatszych mieszkańców w Markowej. Józef zajmował się rolnictwem, miał swoją szkółkę drzew owocowych, pasjonował się fotografią. To właśnie jemu sąsiedzi z Markowej zawdzięczają zachowane obrazy ich wsi z okresu przedwojennego. Żona Wiktoria, młodsza od Józefa o dwanaście lat, zajmowała się domem i wychowaniem szóstki dzieci. Wiktoria angażowała się w życie wsi, w przygotowaniach do spektakli wiejskiego amatorskiego zespołu teatralnego. Oboje z mężem byli gorliwymi katolikami, należeli do Bractwa Żywego Różańca.

Goldmanowie

Najprawdopodobniej od końca 1942 roku w ich zagrodzie ukrywała się rodzina Goldmanów. Józef i Wiktoria przyjęli osiem osób: Byli to Saul Goldman z czterema Wiktoria Ulmasynami – Baruchem, Mechelem, Joachimem i Mojżeszem oraz dwie córki i wnuczka Chaima Goldmana – Lea Didner z córką Reszlą oraz Gołda Grünfeld. Przez ponad rok mieszkali na niewielkim poddaszu Ulmów.

Zanim Goldmanowie trafili pod dach Józefa i Wiktorii, ukrywał ich Włodzimierza Leś. Posterunkowy granatowej policji w Łańcucie. W zamian za pieniądze, za dobytek Goldmanów, Leś zgodził się ich ukrywać. Sąsiedzi powtarzali, że doszło do konfliktu pomiędzy Goldmanami a Lesiem i zażądali wydania swojego majątku. Leś nie zamierzał pozbywać się dóbr materialnych i zażądał, aby się wyprowadzili.

Zbrodnia na Goldmanach

Wysoce prawdopodobnym jest że to właśnie Leś jest tym, który wydał rodzinę Ulmów niemieckim oprawcom. 24 marca 1944 roku gospodarstwo Ulmów zostało otoczone przez patrol niemiecki i funkcjonariuszy granatowej policji. W akcji brali udział między innymi Włodzimierz Leś i Eustachy Kolman. Wszystkimi dowodził porucznik Eiler Dieken. Po wejściu do gospodarstwa znalezienie ukrywających się Żydów nie było trudne. Najpierw Niemcy zamordowali dwóch braci Goldmanów i Gołdę Grünfeld, potem pozostałych członków rodziny Goldmanów i Leę Didner z dzieckiem. Tych ostatnich rozstrzelali na oczach polskich furmanów, którym kazali przyglądać się egzekucji. Miała to być przestrogą, co czeka Polaków za ukrywanie ludności żydowskiej.

Zbrodnia na Ulmach

 Gdy zabili wszystkich ukrywających się Żydów, przyszła pora na Ulmów. Niemcy wyprowadzili ich przed dom i na oczach dzieci zastrzelili Józefa i Wiktorię. Kobieta była w zaawansowanej ciąży i, jak wykazała ekshumacja, w czasie egzekucji najprawdopodobniej zaczęła rodzić. Przy życiu pozostały dzieci. Zbrodniarze podjęli decyzję, że zamordują także ich dzieci. Zabili szóstkę dzieci Stasię (8 lat), Basię (6 lat), Władzia (5 lat), Franka (4 lata), Antosia (3 lata) i Marysię (1,5 roku), oraz rodzącego się noworodka. Gdy później sołtys Markowej Teofil Kielar pytał Niemców, dlaczego zamordowali dzieci, jeden z nich odpowiedział, że zrobili to dla dobra mieszkańców „żeby gromada nie miała z nimi kłopotu”. Po wszystkim poprosili Kielara o wódkę i rozpoczęli libację tuż przy zwłokach wszystkich pomordowanych.

 

Po egzekucji Niemcy wezwali sołtysa i kazali mu pogrzebać ciała, sami przystąpili do rabowania dobytku zamordowanych. Zabrali wszystko co mogli. Okradali do tego stopnia, że aby pomieścić wszystkie skradzione rzeczy, musieli wezwać dwie dodatkowe furmanki. Swoimi Słowami

 

Pochówek

Chociaż Niemcy zabronili dokonywania jakiejkolwiek ekshumacji i informowania o liczbie zamordowanych osób, po kilku dniach mieszkańcy wsi odkopali dół, w którym pochowano Ulmów, i włożyli ich ciała do trumien. W styczniu 1945 roku przeniesiono je na miejscowy cmentarz. Ciała pomordowanych Żydów ekshumowano w lutym 1947 roku, po czym złożono je na Cmentarzu Ofiar Hitleryzmu w Jagielle-Niechciałkach.

W imieniu Rzeczpospolitej Polskiej

Włodzimierz Leś został skazany przez Polskie Podziemie na karę śmierci, która została wykonana we wrześniu 1944 roku. Dowódca zbrodniczej ekspedycji Eilert Dieken uniknął sądu. Los pozostałych sprawców – za wyjątkiem Josefa Kokotta – nie jest znany. Ten ostatni został skazany na karę śmierci w 1958 r. Finalnie wyrok zmieniono na 25 lat pozbawienia wolności. Kokott zmarł w więzieniu w 1980 r.

Pamiętamy

Pamięć o Samarytanach z Markowej, jak często nazywa się Ulmów, przetrwała i to nie tylko w ich rodzinnej miejscowości 13 września 1995 roku Instytut Yad Vashem uhonorował heroizm małżeństwa Ulmów, przyjęciem do grona Sprawiedliwych wśród Narodów Świata – ludzi, którzy zaryzykowali wszystko, by ratować Żydów z Zagłady. W 2010 roku prezydent Lech Kaczyński przyznał im Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. W 2016 roku w Markowej otworzono muzeum ich imienia poświęcone Polakom ratującym Żydów w czasie II wojny światowej. Od 2018 roku dzień ich egzekucji – 24 marca – obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką. Zgodnie z decyzją Papieża Franciszka dziewięcioro członków rodziny Ulmów zostało beatyfikowanych 10 września 2023 roku.

W czerwcu 2024 nowy dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, prof. Rafał Wnuk, podjął skandaliczną decyzję, o usunięciu z wystawy głównej tej części poświęconej rodzinie Ulmów, Maksymilianowi Kolbe i Rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu. Nikt, komu bliska jest pamięć o polskich bohaterach, o polskiej historii, nie potrafił się pogodzić z takim stanem rzeczy. Presja osiągnęła swój cel i po kilku miesiącach polscy Bohaterowie wrócili na należny im miejsce.

Wieczna cześć i pamięć.

[1] „Utajone miasto. Żydzi po aryjskiej stronie Warszawy 1940–1945”; Gunnar S. Paulsson; Wydawnictwo Znak; 2008 rok.

[2] „O policji granatowej i dramatycznych realiach II wojny światowej”; Wywiad z dr. Maciejem Korkuciem na łamach tygodnika „Sieci”; 18.10.2025; Instytut Pamięci Narodowej.

[3] „Na posterunku.Udział polskiej policji granatowej i kryminalnej w Zagładzie Żydów”; Jan Grabowski; Wydawnictwo Bonito”; 2020;

Swoimi Słowami

Swoimi Słowami
Każdego dnia pokazuję i piszę swoje życie od nowa
Swoimi Słowami
Swoimi Słowami

 

w Swoimi Słowami o historii
na 26 Mar R
Odsłon: 42

Dodaj komentarz

Wyślij

PANO 20220507 133045